Język/Language

Gościmy:

Naszą witrynę przegląda teraz 2 gości 

Ja i Rodzice Drukuj Email
Witamy.
Jesteśmy rodzicami Kacperka; mama - Monika, tata - Tomek. Chcielibyśmy opowiedzieć Wam o naszym życiu odkąd pojawił się w nim Kacperek. A wszystko zaczeło się tak:
...Był pażdziernik roku 2003, kiedy zorientowałam się, że pod moim sercem zamieszkał mały człowiek. To było spełnienie naszego największego marzenia-zawsze chcieliśmy mieć dziecko.Chłopczyk miał mieć na imię Kacperek, a gdyby była dziewczynka miałaby na imię Karolinka. Mijały miesiące w oczekiwaniu na pojawienie się naszego synka, aż pewnego dnia w 31 tygodniu ciąży-dokładnie 3 maja 2004 roku, nasze dziecko zaczeło domagać się przyjścia na świat. I udało mu się. O 21:25 urodził się Kacperek. Był bardzo malutki-ważył tylko 1,5kg, miał problemy z oddychaniem, dlatego został umieszczony w inkubatorze. W czwartej dobie życia został przewieziony do DSK w Lublinie-tam miał lepsze warunki aby móc sie rozwijać. Kacper rósł i nabierał sił, aż pewnego dnia był na tyle duży i silny aby móc opuścić intensywną terapię noworodka i przenieść się do oddziału niemowląt. Tak bardzo się wtedy cieszyliśmy, że niedługo wyjdziemy do domu - wszystko na to wskazywało. 26 lipca 2004 roku poczuliśmy dziwny niepokój-czyżby coś działo się z dzieckiem? - nie to niemożliwe, przecież jest w szpitalu pod opieką - nic złego nie mogło mu się stać-tak mówiliśmy sobie. Lecz ten niepokój nie ustępował, wręcz narastał. Czym prędzej pojechałam do szpitala(nie mogłam
przebywać z dzieckiem w nocy), weszłam na salę, lecz nie zastałam go tam. Jego łóżeczko stało puste. Strach, który wtedy czułam był nie do opisania. Pytałam lekarzy co się stało, powiedzieli, że stan Kacperka się pogorszył i jest on na intensywnej terapii. Czym prędzej tam pobiegłam-a tam...
O BOŻE-DLACZEGO TO SIĘ STAŁO ???
Kacper bardzo długo był reanimowany, NIE CHCIELI MNIE DO NIEGO WPUŚCIĆ - ja płakałam - to był największy cios jaki dał nam los. Po prostu zadrwił z nas.
DLACZEGO??? PRZECIEŻ TO DZIECKO JEST DLA NAS CAŁYM ŚWIATEM!!!
Nie wiedziałam jak powiedzieć o tym mężowi (był wtedy w pracy), a ja potrzebowałam kogoś komu mogłabym się wypłakać.Zadzwoniłam do męża - przyjechał natychmiast.
JESZCZE NIGDY NIE WIDZIAŁAM GO TAKIEGO SMUTNEGO
Lekarze powiedzieli, że nie wiadomo czy Kacperek przeżyje - radzili abyśmy czym prędzej go ochrzcili.Zadzwoniliśmy po księdza, odbył się chrzest.
Dzięki Bogu Kacperek przeżył ale skutki niedotlenienia są ogromne. Od tego dnia nasz synek nie może rozstać się z respiratorem, ma przykurcze, nie mruga i nie domyka oczek, nie połyka, nie porusza się...
Mimo wszystko dla nas jest najcudowniejszym dzieckiem na świecie, bardzo go kochamy, nauczyliśmy się żyć z jego niepełnosprawnością i dziękujemy Bogu za każdy wspólnie spędzony dzień.
Kacperek przez pierwsze dwa lata mieszkał w szpitalu, poniewaz mieliśmy ogromne problemy aby go zabrać do domu. Głównym problemem było dla nas zdobycie respiratora. Przez rok organizowaliśmy sprzęt niezbędny do prowadzenia domowej wentylacji dziecka. Kacper przetestował pięć domowych respiratorów, aż w końcu się udało i jesteśmy w domu.
Od 9 czerwca 2006 roku zaczeliśmy nowy etap w naszym życiu - jesteśmy w końcu razem. Nie musimy zostawiać Kacpra w szpitalu - mamy go przy sobie i możemy się nim w pełni cieszyć. On jest naszym największym skarbem, którego trzeba pilnować,dbać o niego, pielęgnować go, a on za to rozwesela nasze serca i uczy nas jak bardzo można kochać drugą osobę...

to tyle o nas,o naszej historii życia:
Monika, Tomek i Kacperek